
Wioletta Szulc
Rysunek w sercu
Novae Res, 2013
s. 337
978-83-7722-905-7
Cena: 34,00 zł
Wyzwanie:
+ Przeczytam tyle,
ile mam wzrostu (+ 2,3 cm )
+ 52 książki
Ocena: 8/10
~*~
On – trzystuletni wampir…
Ona – zwykła śmiertelniczka…
Czy dwa różne światy mogą
żyć razem…?
Czy są sobie przeznaczeni…?
Anna Lawenda jest tłumaczką
języka angielskiego. Romanse przeżywa jedynie na łamach książek, a jej
egzystencja jest dość monotonna. W wolnych chwilach rysuje pejzaże. Właśnie
jedna z jej prac wywraca do góry nogami poukładane życie kobiety. Okazuje się,
że zupełnie nieświadomie stworzyła obraz przedstawiający dworek niejakiego
Adama Ostrowskiego. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że owa
posiadłość spłonęła prawie doszczętnie trzysta lat wcześniej.
Adam po trwającej trzy wieki
tułaczce wraca na łono ojczystej ziemi. Na przyjęciu u jednego z przyjaciół
zauważa szkice przedstawiające jego dom rodzinny.
~*~
Powoli już widać, przynajmniej ja
dostrzegam ten stan, iż motyw wampirów powoli zaczyna przemijać. Ten wielki
boom, który rozpoczął się kilka lat temu, rozwiewa się jak dym z tlącego się
ogniska. Aktualnie zaczynają rozwijać skrzydła książki bardzo kobiece,
powiedziałabym wręcz, erotyczne. A co by się stało, gdyby połączyć te dwa
elementy w jedno – wampiry i erotyk? Można by pomyśleć, że to już było.
Aktywnych czytelników raczej nic nie zaskoczy, ale w polskim wydaniu? TEGO
jeszcze nie było, przynajmniej ja na razie się z taką mieszanką nie zetknęłam.
I to było głównym bodźcem do zajrzenia w Rysunek
w sercu. Chciałam się przekonać, czy polscy autorzy dorównują zagranicznym
– jeśli chodzi o takie połączenia. Tliło się we mnie pytanie „a może są nawet
lepsi”? Nie mogłam tej sprawy tak zostawić bez odpowiedzi. A poza tym bardzo
potrzebowałam lekkiej, tkliwej książki, przy której się rozluźnię. Czy taki był
Rysunek w sercu? Zapraszam…
Z notki od wydawcy, mniej więcej,
dowiadujemy się, czego możemy się spodziewać sięgając po tę lekturę.
Trzystuletni wampir i zwykła śmiertelniczka – ich losy łączą się przez
przypadek, a głównym winowajcą okazał się zwykły szkic, rysunek pewnego dworku,
który spłonął ponad trzysta lat temu. Gdybym nie znała życia to napisałabym, że
przypadkiem nic się nie dzieje…
Na kartach książki Rysunek w sercu poznajemy cichą i spokojną dziewczynę, przepraszam,
młodą kobietę – Annę, której świat rozpoczyna się na książkach i na nich tak
naprawdę się kończy. W przerwach poświęca się swojemu hobby, czyli malowaniu,
rysowaniu etc. (to prawie jak ja! ;)), a miłość przeżywa w sposób bierny, razem
z bohaterkami swoich ulubionych romansów. Ot, kobieta taka, jaką czytelnik
spodziewa się spotkać. I ON, który ma tą szarą myszkę „zmienić” w najbardziej
pożądaną i najseksowniejszą kobietę – oczywiście za pomocą swojego
zniewalającego oraz mrocznie pociągającego wyglądu, wyszukanej etyki, ukrytej
wrażliwości przesłoniętej mgłą oraz unoszącej się nad nim tajemniczej aury. Nie
przypominają Wam te postaci kogoś? Czyjś sylwetek? Nie? To ja zdradzę kogo mam
na myśli – miałam wrażenie, że czytam „light” wersję dziejów Anastasii Steele i
Christiana Greya. Tylko zamiast Greya mamy wampira, dla którego świat nie kręci
się wokół sprawiania przyjemności oraz nie ma tak głębokiego rysu
psychologicznego, jak bohater z tylogii Pięćdziesiąt
odcieni. Poza tym można powiedzieć – wypisz wymaluj ideał mężczyzny.
Czy mi to przeszkadzało? Trudno
jednoznacznie stwierdzić. Gdy Adam (bo takie nosi imię ów wampir) pojawiał się,
to od razu przed oczami stawała mi się sylwetka Greya. I często wolałam… niestety
Greya, jako tego „lepszego” i ciekawszego, a to za sprawą jego wielu przemian
oraz tej nieprzewidywalności. Wydaje się być bardziej dynamiczny niż Adam,
jednakże te spostrzeżenia mogą być nie do końca prawdziwe, ponieważ na Greya
patrzę poprzez pryzmat trzech książek, a na Adama poprzez tylko jedną. Więc na
tę część recenzji proszę patrzeć z przymrużeniem oka. ;) Nie traktuję tego jako
minusa, ponieważ nie szukałam w Rysunku w
sercu kolejnego obiektu westchnień, tylko lektury, przy której się
rozluźnię. I ten cel spełniła.
Akcja zdecydowanie jest przewidywalna,
jednakże nie przeszkadzało mi to (będę ten zwrot chyba powtarzać non stop ;),
wydaje mi się, że jest taka, jaka powinna być w tego typu historiach. Momentami
wywołuje nie tylko uśmiech na ustach czytelnika, ale także… rumieńce. Obiło mi
się o uszy czyjeś stwierdzenie, że jest banalną historią. Trudno mi się z tym
nie zgodzić. Trochę jest, ale to mi nie przeszkadzało w odbiorze książki – i znów
się powtórzę, POTRZEBOWAŁAM takiej lektury. Jeśli ktoś nie lubi banalnych
historii, bądź w przybliżeniu podobnych do trylogii Eriki Leonard, to niech
lepiej po nią nie sięga.
Opisy (nie tylko przyrody) również niczego
sobie, bardzo realistyczne i niekiedy zniewalające. Jedynie, czego mi
brakowało, to psychologicznej głębi (która występuje w Greyu). Ok., miłość
najważniejsza, wszystko pokonuje, jest wielką siłą, potrafi przenosić góry i
przede wszystkim ma moc zmieniania! Niestety za mało zmian. Zdecydowanie za
mało, jak dla mnie.
Rysunek
w sercu czyta się naprawdę z przyjemnością. Język jest prosty, lekki i
przyjemny, niewymagający. Bardzo potrzebowałam takiej odskoczni – szczególnie
po ostatniej cegiełce. Jeśli szukacie rozrywki i niezobowiązującej lektury, to Rysunek w sercu jest idealny! A debiut
autorki mogę uznać za udany. Czekam na więcej Pani książek!
~*~
Domu
nie stanowią ściany czy strzecha, tylko mieszkający pod nią ludzie [1].
Ściemniać to my, nie nas
[2].
~*~

PS: Nie wiem, czy zauważyliście, ale mężczyzna na okładce książki jest łudząco podobny do aktora Jamesa Franco ;)
___
[1] SZULC W.: Rysunek w sercu. Gdynia: Novae Res 2013, s. 32.
[2] Op. Cit., s. 312.