![]() |
źródło: Pinterest |
Witajcie kochani, witaj nowy (i ostatni) roku akademicki!
Moje wakacje dobiegły końca i czas wziąć
się ostro do roboty – nie tylko muszę zabrać się za kolejne rozdziały pracy
magisterskiej, ale także napisać dwie zaległe recenzje (m.in. Jeśli zostanę Gayle Forman i W cieniu arki Anne Proovost). Ostatnio
mam kryzys twórczy, nie potrafię sklecić sensownego słowa na temat przeczytanych
przeze mnie we wrześniu książek. Brakuje mi porządnego zastrzyku energii
(niestety, nawet zabroniona czekolada mi nie pomaga… :/). Może ktoś z was zna
dobre sposoby na pozbycie się tej blokady? Każdą (sensowną) radę przeczytam i
możliwe, że wprowadzę ją do mojego życia.
Co u mnie? Na ostatni rok nauki
wylądowałam w nowym gmachu Wydziału Filologicznego UŁ i szczerze powiedziawszy
mam mieszane uczucia. Poprzednie lata spędziłam w tzw. „puszce” i „kontenerze”
(budynek kartonowo-gipsowo-blachowy), który był tylko dla mojego kierunku i
„wszystko” było dla nas. Panie szatniarki i portierki znały nas i mogliśmy „się
rządzić” (brać kluczyki, robić sobie herbatę, trzymać swoje kubki etc.). To
była jedna wielka rodzina, a teraz jest jedna, wielka społeczność
przypominająca czasy licealne. Wyrośliśmy trochę na „dzikusów” (z czego się
śmiejemy), ale plusem oprócz bufetu (którego nie mieliśmy na „starych
śmieciach”) oraz ksero (j.w.) możemy podziwiać otoczenie (i nie mam tu na myśli
budynku ;)). Na razie jest jeden wielki chaos (wykładowcy czekają na wydanie
klucza do sal ok. 30-40 min.), a na jedno piętro przypada jeden pojemnik na śmieci
(taki mały, ale na którymś piętrze znalazły się chyba dwa – jakieś wyjątkowe
piętro?), więc jak ma się zajęcia np. w
którymś skrzydle (są 4 skrzydła) to trzeba lecieć do schodów, by wywalić
śmieci… -.-. Dobra, nie ma co narzekać, bo to dopiero początki i zawsze są one
trudne ;)
Jeśli chodzi o sprawy bardziej przyjemne,
to w ubiegłym miesiącu poszczęściło mi się troszkę i wygrałam u Marty Kowalik książkę Dziewczyna z portretu Davida
Ebershoffa (na którą mam wielką ochotę, ale najpierw „obowiązki” ;)). Ogólnie
ten miesiąc pod względem czytelniczym okazał się lepszy, zapraszam więc na
podsumowanie i oczywiście stosik ;)
♦ Przeczytane: 6 książek:
1. SMOLINSKY J.: Następna rzecz na liście - recenzja
2. COLLINS S.: W pierścieniu ognia - recenzja
3. McCAMMON R.: Łabędzi śpiew. Księga II - recenzja
4. GAARDER J.: W zwierciadle, niejasno - recenzja
5. FORMAN G.: Jeśli zostanę - recenzja
6. PROOVOST A.: W cieniu arki - recenzja
♦ Książki miesiąca: W pierścieniu ognia Suzanne Collins, Łabędzi śpiew. Księga II Roberta
McCammona i W cieniu arki Anne
Proovost.
♦ Rozczarowania miesiąca: brak
♦ Przeczytane strony: 2 040, co daje dziennie ok. 67 stron
♦ Nabytki: 7
1. CORSO P.: Podziemne miasto (od wyd. Novae Res)
2. BUSK S.: AlisOn. Po drugiej stronie (j.w.)
3. WALCZAK-CHOJECKA A.: Gdy zakwitną poziomki (od autorki)
4. GALBRAITH R.: Jedwabnik (niespodziewajka od GWP)
5. PIKE A.: Ocalona (od GWP)
6. CAST P.C.&K.: Ujawniona (j.w.)
7. EBERSHOFF D.: Dziewczyna z portretu (nagroda)
♦ Wyzwania:
+ Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 13,4 cm = 81,6 cm
+ 52 książki – 6
+ Z półki – 1
Plany październikowe? Na pierwszy ogień
pójdzie recenzja książki Josteina Gaardera W
zwierciadle, niejasno, a później poznacie moją opinię na temat popularnego
ostatnio (przez film) dzieła Gayle Forman, czyli Jeśli zostanę (Zostań, jeśli
kochasz) oraz W cieniu arki Anne
Proovost. Miałam w planie zorganizowanie konkursu na trzecie (już?!) urodziny
bloga, ale niestety z powodu problemów finansowych niestety się on nie
odbędzie, nad czym ubolewam :(. Jak to się mówi życie. Ale na pewno jak wszystko wróci do normy to możecie
spodziewać się jakiejś rozdawajki. ;)
Na razie to tyle, nie przedłużam już, do
napisania wkrótce! ;)